Akademia Morska w Szczecinie - Strona Główna
 

 

Nazwy statków i bandera, którą podnoszą

 

            Tak już jest od stuleci, że jednostki pływające otrzymują swoją nazwę w dniu swego wodowania. Matka chrzestna statku wypowiada rotę wodowania i wymienia nazwę statku, stoczniowcy zwalniają stopery, po czym kadłub statku spływa na wodę.

  

          Od dawna nazwa statku miała duże znaczenie dla jego właściciela. Często nazwa swą treścią określała lub nawiązywała do zadań jakie jednostka będzie spełniać. W dawnej katolickiej Europie armatorzy często stosowali nazwy z Biblii lub nadawali imiona świętych.

            Krzysztof Kolumb popłynął na zachodnią półkulę statkiem o nazwie „Santa Maria”. W polskiej flocie Zygmunta III Wazy były okręty o nazwach „Anioł” i „Jonasz”. W bitwie pod Oliwą brały udział „Arka Noego”, „Król Dawid” oraz „Święty Jerzy”.

            W brytyjskiej Royal Navy w wieku XVII pojawiły się nazwy okrętów sławiące ich cechy, jak: „Nieugięty”, „Nieustraszony” i „Niezwyciężony”.

            Wielu armatorów często nadawało swoim statkom imiona  żeńskie, szczególnie dla statków białej floty, jak: „Anna”, „Barbara”, „Grażyna”, „Hanka”.

            W języku angielskim okręt czy statek to she (ona) mimo że tym zaimkiem nie określa się żadnej innej martwej rzeczy. Wielu marynarzy traktuje swój statek czy okręt niczym bliskie im osoby oraz często mocno się  do nich przywiązuje emocjonalnie. Gdy więc przychodzi czas pożegnania z miłą serca „łajbą”, wówczas w niejednym oku pojawia się łza.

            Niech mi wolno przytoczyć moje osobiste refleksje. W roku 1967 przez jakiś czas pełniłem funkcję zastępcy głównego nawigatora w siedzibie armatora. W ramach swoich obowiązków pełniłem też funkcję przewodniczącego komisji likwidacyjnej majątku Polskiej Żeglugi Morskiej. Stare wyeksploatowane antyczarterowe „Liberciaki” były przekazywane do Zarządów Portów jako pływające magazyny zbożowe.

            Największe wrażenie zrobiła na mnie kasacja s/s „Huta Będzin” (typ Liberty). Na tym statku pływałem, przeżywałem miłe chwile, awansowałem z II na I oficera. Gdy sądnego dnia, a było to w porcie w Gdyni, wygaszono kotły, zgasło światło, powiało chłodem, czułem jakby ktoś z bliskich umierał. Dusza statku uleciała i pozostało zimne żelastwo. Takie było moje osobiste pożegnanie z s/s „Hutą Będzin”.

            Klucz, według którego nadawano nazwy statkom miał też znaczenie praktyczne. Łatwo można było ustalić po nazwie do jakiej grupy statek należał. Polskie zbiornikowce nosiły nazwy polskich gór lub szczytów górskich. Wszystkie antyczarterowe Liberty i Empire nosiły nazwy polskich hut i kopalń węgla. „Peżetemowskie” Ziemie nosiły nazwy regionów polskich: Ziemia Gnieźnieńska, Wielkopolska czy Górnośląska. Małe stateczki drobnicowe nosiły nazwy polskich rzek. Statki Polskich Linii Oceanicznych nosiły nazwy sławnych i zasłużonych ludzi, pisarzy, poetów, polityków lub działaczy gospodarczych. Statkom rybackim nadawano nazwy konstelacji gwiezdnych lub ptactwa wodnego.

            Gdy statek „Fryderyk Chopin” skończył swoją karierę jako frachtowiec, przekazano go Dalekomorskim Bazom Rybackim. Nazwa bazy wywołała sporą krytykę. Zmieniono więc nazwę z „Fryderyk Chopin” na „Kaszuby”. Po wycofaniu tej jednostki ze służby morskiej zmieniono mu nazwę ponownie - na „Kapitan Maciejewicz” i uczyniono z niego siedzibę Liceum Morskiego. Kilka lat stał zacumowany w Szczecinie przy nabrzeżu Wałów Chrobrego i szkolił młody narybek marynarski dla Polskiej Żeglugi Morskiej.

            We flotach o starych tradycjach morskich tą samą nazwę nosiło kolejno kilka statków. W brytyjskiej ROYAL NAVY nazwa „KENT” powtarzała się jedenaście razy. Pierwszy okręt o nazwie „Kent” pojawił się już w 1652 roku. Nazwę „VANGUARD” nosiło we flocie brytyjskiej aż 10 okrętów, natomiast nazwę „ENTERPRISE” nosiło aż 14 jednostek.

            Najstarszą nazwą jest jednak „GARLAND”. Pojawiła się ona już w 1242 roku. Gdy Polska Marynarka Wojenna walcząca u boku Royal Navy w czasie II wojny światowej otrzymała okręt o nazwie „Garland”, nie zmieniono jego nazwy, tylko podniesiono biało-czerwoną banderę.

            Kroniki Polskiej Marynarki Handlowej odnotowały też kilka tych samych nazw, np. „WARSZAWA”, „GDYNIA”, „KRAKÓW” czy „WISŁA”. Kolejny statek o tej samej nazwie otrzymywał na ogół dodatkowo rzymską cyfrę „II”, np. „WADOWICE” - „WADOWICE II”, „GDYNIA”-”GDYNIA II”.

            Śledząc obecny spis floty Polskiej Żeglugi Morskiej rzuca się w oczy przykra refleksja. Typowe polskie patriotyczne nazwy statków jak „SOLIDARNOŚĆ”, „ARMIA KRAJOWA”, „SZARE SZEREGI”, „ORLĘTA LWOWSKIE”, „LEGIONY POLSKIE” czy „POLSKA WALCZĄCA” - wszystkie podnoszą banderę wysp Vanuatu. Jest to dowód, że jesteśmy świadkami upadku naszych narodowych ambicji morskich, a podnoszona przez załogę bandera na rufowym flagsztoku jest obojętnym dla niej kawałkiem płótna. Nasza biało-czerwona bandera zniknęła z ruf naszej floty handlowej. Ani jeden statek Polskiej Żeglugi Morskiej nie podnosi biało-czerwonej bandery. Smutne to, ale prawdziwe. Winy za ten stan rzeczy nie ponosi armator, który dba o ekonomiczną stronę swojej działalności. Wina leży po stronie organu, który w naszym państwie stanowi prawo, czyli kolejne polskie parlamenty.

28 września 2006 r. w siedzibie Polskiej Żeglugi Morskiej w Szczecinie ówczesny  prezydent RP Lech Kaczyński podpisał ustawę o podatku tonażowym, który był pierwszym krokiem na drodze do przywrócenia polskim statkom biało-czerwonej bandery. Znając jednak „oporność” polskich urzędników wątpię, aby był to proces szybki. Minęło już bowiem 15 lat a efekty są prawie żadne. Na widok biało-czerwonej bandery i na polski port macierzysty statku przyjdzie nam jeszcze długo poczekać. „Zepsuć” potrafiliśmy bardzo szybko, ale naprawa jest procesem długotrwałym.

            Należy zdać sobie sprawę, że sam podatek tonażowy nie rozwiązuje sprawy. To tylko jeden z elementów. Potrzebne są uregulowania dotyczące pracy marynarzy na morzu oraz ubezpieczeń społecznych. Potrzebne jest uregulowanie ulg inwestycyjnych oraz ceł na importowane statki morskie. Musi zostać zmienionych wiele przepisów obecnie obowiązujących. Wieszanie na statku, który jest własnością państwa Polskiego innej bandery aniżeli biało-czerwona z orłem w koronie, uważam za patologię.

Na koniec jeszcze refleksja:

Gdy piłkarską reprezentację Polski ubrano w koszulki bez godła polskiego, w całej Polsce wybuchła awantura i orzeł szybko powrócił na piersi piłkarzy. O tym, że polskie statki podnoszą na swych rufowych flagsztokach różne kolorowe chorągiewki społeczeństwo nie wie, bo statki Polskiej Żeglugi Morskiej pływają po morzach i oceanach świata, a tam kamery telewizyjne nie docierają – a szkoda!

 

                                                                                              Zebrał i napisał

                                                                                              Wiktor Czapp

 

Szczecin, grudzień 2011 r.